aktualizowano: dwa tygodznie temu, 2017-12-02 Odsłon: 42

Sąd Ostateczny

„Pójdźcie błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo” (Mt 25, 34b)
„Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny” (Mt 25, 41b)

 XXXIV Niedziela Zwykła

Doszliśmy do końca roku liturgicznego, kończącego się Uroczystością Chrystusa Króla Wszechświata. Ewangelia kreśli przed nami obraz chwalebnego przyjścia Jezusa jako sędziego, który będzie sądził wszystkie narody. Historia zbawienia wciąż się toczy, dokonuje się na naszych oczach. Piszą ją wszyscy ludzie, wierzący i niewierzący. Zakończy ją Paruzja. Kiedy czas się skończy wszyscy staniemy przed obliczem Pana, a On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Stojący po prawej stronie Króla usłyszą: „Pójdźcie błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata” (w. 34). Ci, którzy znaleźli się po Jego lewej stronie usłyszą zgoła przeciwne słowa: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny przygotowany diabłu i jego aniołom!” (w. 41). Dlaczego taki wyrok? Żadnego procesu, żadnej możliwości obrony, wytłumaczenia się? Jak wynika z tekstu jedynym kryterium decydującym o naszym ostatecznym przeznaczeniu jest miłość – agape, do której jesteśmy powołani, która została rozlana w sercach naszych przez Ducha Świętego. Otrzymaliśmy dar dzięki któremu możemy żyć jak Chrystus i być jak On. Przykazanie miłości Boga i bliźniego stanowi obszar działania każdego człowieka. Nie ma on granic i obejmuje wszystkich ludzi, czyniąc ich naszymi braćmi, ze szczególnym uwzględnieniem ubogich, małych, wzgardzonych. Oni mają największe prawo do naszej miłości. Pan nie pyta na sądzie o wiarę, ale o miłość. To miłość jest pierwsza w porządku zbawienia (zob. 1 Kor 13, 1-3). I nie chodzi tu wcale o jakieś spektakularne czyny, bohaterskie zrywy, jednorazowe działanie. Chodzi o coś całkiem prozaicznego. Chodzi o nasze codzienne życie, które winno być służbą na rzecz drugiego człowieka, podejmowaną z miłości. To my sami, tu i teraz, piszemy historię swojego zbawienia. Od nas zależy, czy zakończy się szczęśliwie („Pójdźcie błogosławieni…”) czy nie („Idźcie precz…”), czy będziemy wśród owiec, czy wśród kozłów. To nie Chrystus wyda na nas wyrok. On tylko odczyta to, co my sami napisaliśmy swoim życiem. Decydujące okazuje się to, co uczyniliśmy innym, a każdy inny jest zawsze tym najważniejszym Innym, który oddał za nas swoje życie. Oddał z miłości. Realizacja przykazania miłości bliźniego w swej najgłębszej istocie jest miłowaniem Chrystusa, który w człowieczeństwie stał się naszym bliźnim. A więc służba człowiekowi jest służbą Chrystusowi. Dlatego będziemy sądzeni z miłości do innych, ale przede wszystkim z miłości do bezbronnych, najmniejszych, odrzuconych, wzgardzonych. W nich jest Jezus. Już w następnym rozdziale Ewangelii ujrzymy Go wzgardzonego, odrzuconego, podeptanego, wyśmianego, który za wszystko odpłaca miłością.  Jesteśmy Jego uczniami, a Jego droga jest naszą drogą. Nie ma innej alternatywy, żeby osiągnąć wieczną szczęśliwość. Kto szedł drogą miłości, w Miłości zanurzy się na całą wieczność. Kto odrzucił ogień Bożej miłości, będzie płonął w ogniu potępienia, razem z diabłem i jego aniołami. To jest prawda ostateczna. Jezus nie mówi tego by nas straszyć, ale ku naszemu nawróceniu. Żebyśmy mogli uniknąć tego, co najgorsze – drugiej śmierci.

Dopóki żyjemy trwa nasze „dziś” zbawienia, ale kiedy Pan przyjdzie, historia mojego i twojego zbawienia dobiegnie końca, a godzina sądu będzie ostatnim jej aktem, decydującym ostatecznie o naszej wieczności. Czy będę wśród owiec, czy wśród kozłów? Czy po prawej, czy po lewej stronie Króla? Szczęśliwy, czy potępiony? Co wybieram?

Marek Stankiewicz

aktualizowano: dwa tygodznie temu, 2017-12-02
cofnij drukuj do góry
Wszystkich rekordów: