aktualizowano: 2025-12-31 12:08 Odsłon: 300

Bóg się rodzi!

Uroczystość Narodzenia Pańskiego (Pasterka: Łk 2, 1-14)

 

W tym czasie wyszło rozporządzenie cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym świecie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Podążali więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei miasta Dawidowego zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Powiła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoja trzodą. Wtem stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. I rzekł do nich anioł: ''Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was:  znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie''. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów anielskich, które wielbiły Boga słowami: ‘’Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli, w których sobie upodobał’’.

Bóg działający w historii zbawienia nie wybiera jakiegoś szczególnego momentu, nie zatrzymuje biegu codziennych wydarzeń, żeby postawić kolejny krok na drodze naszego odkupienia. Nie realizuje swoich obietnic w sposób spektakularny. Jego działanie ma miejsce pośród codziennych wydarzeń i żeby to dostrzec trzeba spojrzenia wiary na to co się dzieje pośród nas tu i teraz. Podobnie było „w owym czasie” w Betlejem. Trwał spis ludności, wszędzie zgiełk i rozgardiasz, i tłumy ludzi , którzy przybyli , aby spełnić nałożony na nich obowiązek. W takich to okolicznościach Maryja „porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca  w gospodzie” (w. 7). Taki tekst przedstawia nam Ewangelista Łukasz i każdy z nas już wielokrotnie go czytał, słyszał i na swój sposób rozważał. Spójrzmy zatem dziś na to wydarzenie ewangeliczne inaczej, spróbujmy spojrzeć na narodzenie Jezusa oczami Boga, Jego Ojca, który tak umiłował świat (nas!), że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy miał życie wieczne.

Bóg się chwali! Chwali się, że jest Ojcem – tak, niewielu wtedy jeszcze to rozumie, ale On już o tym krzyczy i naprawdę nie może się powstrzymać, żeby to ogłosić! Wysyła aniołów, swoich posłańców, żeby ogłosili to pasterzom. Wyrywa ich ze snu bądź nocnego czuwania, przerywa ich codzienność radosną nowiną: „Jestem Ojcem! Idźcie odwiedzić mojego Syna i Jego Matkę. Jestem Ojcem! Nie chce, żeby czekali choć chwilę dłużej: „Już teraz idźcie!”. Tej samej nocy, której narodził się Jezus, wiadomość ta dociera do ludzi pasących w okolicy owce. Jest w niej radość z wypełnionych obietnic, a także wielka nadzieja dla nas. Bóg dzieli się dobrą nowiną, niezależnie od tego, czy rozumiemy ją całą i do końca oraz spełniamy określone w prawie warunki.

Czy pasterze wiedzieli, że tym, któremu oddają pokłon jest sam Bóg? Czy rozumieli tajemnicę Wcielenia? Czy wiedzieli, że Jego Matka jest dziewicą, a stojący obok mężczyzna nie jest ojcem Tego dziecka? Czy byli nienaganni względem Prawa? Na wszystkie te pytania odpowiedź brzmi: nie! Nie byli świadomi tego, co naprawdę Bóg uczynił. Wiedzieli tylko, że Bóg jest wierny, że wypełniły się obietnice i że mogą być świadkami, jak one się spełniają, mimo  że są tylko pasterzami, a więc w ówczesnej kulturze ludźmi drugiej kategorii ze względu na dość luźny stosunek do Prawa.

Serce Ojca patrzy inaczej, serce Ojca rozpiera duma z Syna, serce Ojca jest rozrzutne! To nie koniec obwieszczania dobrej nowiny o ojcostwie. To oczywiste, że Najwyższemu nie wystarczy, że pochwali się przed sąsiadami. Jego radość jest zbyt wielka, Jego hojność i rozrzutność zbyt ogromna. Idzie dalej. Można by powiedzieć: marnotrawi to co Boże… Wychodzi do pogan! Ogłasza że został ojcem, magom z dalekich krain, którzy nie są w żaden sposób związani przymierzem z Bogiem Izraela, którzy oddają cześć bożkom i parają się wielce podejrzanym procederem. I po co to robi? Może chce, by mędrcy, przybywszy do Betlejem i ujrzawszy Jezusa, dokonali konwersji, przyjęli jedynego Boga i oddawali Mu cześć w świątyni, aby spędzili swoje życie wpatrzeni w Mesjasza i Jego Matkę? Nie – On po prostu chce się z nimi podzielić radością, że ma Syna ( Maria Miduch, „Biografia Boga Ojca”).

Taki jest wszechmocny Bóg! Taki jest nasz Ojciec niebieski, który nam się objawia przez swojego spowitego w pieluszki Syna. Mówi nam jaki jest, otwiera przed nami swoje serce, bo nas do końca umiłował! Pragnie On, byśmy w komunii z Nim przeżywali Jego radość. Jak zatem przyjmę dar, który daje mi Ojciec? Jak będę przeżywał tajemnicę narodzin Jezusa? Czy zrobię Mu miejsce w moim sercu i przyjmę Go z wiarą?

Marek Stankiewicz

 

aktualizowano: 2025-12-31 12:08
cofnij drukuj do góry
Wszystkich rekordów: