Ogłoszenia

Dzisiejsza niedziela nazywana jest Niedzielą Gaudete, czyli Radości. Dni od 17-24 XII przeżywamy w liturgii jako bezpośrednie przygotowanie do Narodzenia Pańskiego. Roraty codziennie o godz. 6.00 dla dorosłych i młodzieży; a od poniedziałku do piątku o  godz. 17.00 dla dzieci.  Rano godz. 5.30 – śpiewamy Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP. Msza św. wieczorna adwentowa  o godz. 18.00.

czytaj więcej »

Guadalupe

ost. aktualizacja: 2014-05-06 20:14 Odsłon: 2634

Spotkanie z Matką Bożą z Guadalupe

Po powrocie w roku 2009 z pielgrzymki do Indii, do grobu bł. Matki Teresy z Kalkuty, gdzie byłem razem z bratem z Warszawy, podjęliśmy wspólnie decyzję: w następnym roku jedziemy z pielgrzymką do Meksyku – do Matki Boskiej z Guadalupe.

Pozostał jedynie wybór, z kim, z jakim biurem pielgrzymujemy? Czy z Pallotynami z Warszawy, jak do Kalkuty, czy…? Będąc w bazylice archikatedralnej p.w. św. Jakuba w Szczecinie dowiedziałem się, że taką samą pielgrzymkę do Meksyku w tym samym czasie co Palotyni organizuje nasze biuro pielgrzymkowe przy katedrze. Po porównaniu programów i tras obu pielgrzymek podjęliśmy decyzję: jedziemy z biurem ze Szczecina. Muszę tutaj również dodać, że niemały wpływ na podjęcie naszej decyzji miała pani Ewelina, pracownica biura pielgrzymkowego, której wysokie kompetencje merytoryczne i osobisty urok zadziałały jak magnes przy wyborze decyzji.

Wyjazd nastąpił 16 listopada 2009 roku w godzinach nocnych autobusem spod katedry do Berlina, dalej samolotem do Londynu i z Londynu do Mexico City. Podróż z Londynu do Meksyku trwała blisko 12 godzin. Trasa długości około 9800 km. W Mexico City byliśmy o godz. 18.30 czasu miejscowego, tj. o 1.30 czasu polskiego. Różnica czasu między Polską a Meksykiem wynosi 7 godzin.

Na lotnisku powitały nas dwie Meksykanki z napisem po polsku „Witam w Meksyku” – z biura turystycznego pana Andrzeja, Polaka, który mieszka w Meksyku od około 10 lat i prowadzi obsługę grup turystycznych, w tym z Polski. No i jesteśmy już w Meksyku! Zmęczeni, ale zadowoleni.

Meksyk w obecnych granicach istnieje niewiele ponad 150 lat. Wcześniej obejmował jeszcze m.in. tereny Teksasu, Nowego Meksyku i Kalifornii na północy, dziś należące do USA. Meksyk to kraj o obszarze około 2,3 mln km2 (1/4 obszaru USA i 7,4 razy większy od Polski). Liczy około 115-120 mln obywateli. Stolicą kraju jest Mexico City, ogromna metropolia zamieszkała przez 30 mln mieszkańców, w tym 18 mln w centrum i 12 mln na przedmieściach. Graniczy z 3 państwami: USA, Gwatemalą i Belize. Liczba stanów - 31. Miast powyżej 1 mln mieszkańców jest 6.

Według mojego osobistego podziału, pielgrzymka nasza miała jakby 3 aspekty:

- po pierwsze aspekt religijny – najważniejszy – na który składała się obecność w bazylice NMP z Guadalupe, miejscu objawień i cudu;

- po drugie aspekt historyczno-geograficzny – poznanie historii i geografii Meksyku, ludów pierwotnie go zamieszkujących (Aztekowie, Majowie i inni);

- po trzecie aspekt współczesny i rekreacyjny – jako obecnie jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc turystyczno-wypoczynkowych na świecie.

Nasza pielgrzymka składała się z 2 grup: szczecińskiej, 13. osobowej i bielsko-kętsko-lubelskiej, 14. osobowej. Opiekę duchową zapewniało pielgrzymom 3 księży: nasz ksiądz Jan Kazieczko i 2 księży z grupy bielskiej, tj. ks. Jerzy Musiałek i ks. Marek Hawrylak. Połączenie obu grup, o czym dowiedzieliśmy się dopiero po przybyciu do Meksyku, pomimo początkowej dezorientacji okazało się krokiem bardzo udanym. Porozumieliśmy się od razu, polubiliśmy się i dalej stanowiliśmy już monolit – jedną zwartą grupę. Ważnym czynnikiem jednoczącym nas z sobą i z Bogiem były codzienne Msze św.

Trzeci dzień pielgrzymki i wyjazd do sanktuarium NMP z Gudalupe. Wszyscy jesteśmy mocno podekscytowani. To przecież podstawowy i najważniejszy cel naszej pielgrzymki. To tutaj Matka Boska objawiła się Indianinowi San Diego w 1531 roku. Jest to pierwsze na ziemi amerykańskiej objawienie się Matki Bożej i jednocześnie najstarsze objawienie uznane oficjalnie przez Kościół. Wydarzenie to zmieniło losy Meksyku. Matka Boska objawiła się San Diego 3 krotnie (według niektórych przekazów 4 razy). W pierwszym objawieniu prosiła San Diego, aby przekazał biskupowi Jej prośbę o wybudowanie dla Niej świątyni, gdzie ludzie będą mogli oddawać Jej cześć. Biskup w ogóle nie chciał z nim rozmawiać. Wówczas Matka Boska objawiła się drugi raz i ponowiła swą prośbę. Tym razem biskup przyjął San Diego, lecz zażądał, aby uwiarygodnił tę prośbę poprzez dokonanie cudu przez Maryję. Podczas trzeciego objawienia Matka Boża obiecała, że dokona cudu, jako znak dla biskupa. Kazała mu pójść na wzgórze i narwać rosnących tam róż. Ponieważ był to środek zimy, a w tych rejonach i na tej wysokości nigdy róże nie rosły, San Diego zwątpił. Jednak idąc za głosem Maryi zobaczył całe pole róż. Jest to tak zwany cud róż. Zerwał ich cały pęk, przyniósł do Maryi, która ułożyła je w jego płaszczu - tilmatli, utkanym z naturalnych nici agawy. Po przybyciu do biskupa, otworzył swój biały płaszcz, w którym były kwiaty, a kiedy opadły one na ziemię, wtedy na płaszczu ukazał się wizerunek Maryi, Matki Boga w formie i kształcie, w którym pozostaje do dzisiejszego dnia i jest przechowywany w Jej kaplicy w Tepeyac. Wtedy to wszyscy padli na kolana uznając to wydarzenie za prawdziwy cud, prosząc Maryję o przebaczenie niedowiarstwa.

Należy dodać, że cudowny obraz ma już prawie 500 lat, był dotykany i całowany przez wiernych, ale jego barwy nie bledną, a sam obraz nie wykazuje żadnych zniszczeń. Obraz ten jest jedynym obrazem Matki Boskiej na świecie, który nie jest namalowany ludzką ręką – jest jej odbiciem. Jest to opinia najwybitniejszych światowych ekspertów malarstwa.

I my przed tym obrazem stanęliśmy, a właściwie stanęliśmy na ruchomym podeście, którym przejechaliśmy w jedną stronę i z powrotem, patrząc, podziwiając i modląc się przed Jej wizerunkiem. Taki sposób kontaktu z Maryją wydał się najlepszy, gdyż nie powodował „korków” przed obrazem, a każdy, kto chciał, mógł przejechać podestem 2, a nawet 3 razy. Zgodnie z życzeniem Maryi, w 1561 roku została ukończona budowana dla Niej świątynia, zwana obecnie Bazyliką Starą, której mury i kolumny na skutek częstych trzęsień ziemi uległy pochyleniu, co groziło zawaleniem. W 1972 roku rozpoczęto budowę Bazyliki Nowej, według projektu jednego z największych architektów Meksyku – Pedro Ramirez Vasqueza. Bazylika ta jest podobna do Namiotu Abrahama na Górze Synaj. Jej powierzchnia wynosi 11 tys. m2 i może pomieścić około 10 tys. pielgrzymów.

Otoczenie Bazyliki stanowi cały kompleks obiektów, jak świątynia w miejscu objawienia, procesja ofiarna Indian, kaplica Indian, kaplica źródełka, Bazylika Stara i przede wszystkim pomnik papieża Jana Pawła II, jeden z najładniejszych i najdostojniejszych na świecie. Należy dodać, że nasz papież, Jan Paweł II, cieszy się wielką popularnością i szacunkiem w całym Meksyku. Wiele pomników Jana Pawła II i tablic pamiątkowych można było oglądać na całej trasie naszej pielgrzymki.

Święto Matki Boskiej z Guadalupe, przypadające 12 grudnia, jest największym świętem w Meksyku. Obchody trwają kilka dni i są poprzedzone wieloma licznymi pielgrzymkami z całego Meksyku. Zwykle jest to rzesza 7 do 10 mln pielgrzymów.

Pobyt tutaj i spotkanie z Matką Bożą z Guadalupe to przeżycie niezwykłe i pozostanie w naszej pamięci do końca życia. Był to cel najważniejszy naszej pielgrzymki, ale nie jedyny. Przez pozostałe dni poznawaliśmy historię i geografię Meksyku, co było rzeczą niezmiernie absorbującą i ciekawą.

Mexico City – stolica Meksyku. Jest położona na wysokości 2250 m n.p.m. Powstała w miejscu wielkiego jeziora. Na skutek trzęsień ziemi woda z jeziora zaczęła ubywać. Proces ten rozpoczął się około roku 1000. Równolegle Indianie osuszali ten teren i około roku 1350 rozpoczęli zagospodarowywanie tego terenu od miejsca zwanego dzisiaj ZOCALO, tzw. starego miasta.

Zwiedzamy tereny, poznajemy kulturę prekolumbisjką. Najbardziej znane cywilizacje prekolubmijskie tworzyli Aztekowie i Majowie. Pierwsze migracje do Meksyku zaczęły się około 20.000 roku przed Chrystusem z północnej Azji, przez cieśninę Beringa. Pierwsze cywilizacje to Olmekowie (1200-400 r. przed Chrystusem), Majowie – pierwsze osady na nizinach na południu i wschodzie.

Najbardziej znane ośrodki cywilizacji Majów to Chichen Itza i Uxmal na Jukatanie. Inne cywilizacje to Toltekowie, rok 900-1000 po Chrystusie – ich centra to miasta Tula i Tulancingo oraz Aztekowie, którzy pojawiają się około roku 1000, a ich kultura i świetność trwa do czasu przybycia Hiszpanów pod wodzą Cortesa w roku 1519 i ostatecznym zdobyciu Tenochtitlanu (dzisiejszej stolicy Meksyku) w roku 1521.

Innym miejscem godnym uwagi jest Yaxchilan. Jest to starożytne miasto Majów, odkryte niedawno w sercu Puszczy Lakandońskiej, w którym zachowały się niezwykle realistyczne budowle otoczone ceibami (rodzaj popularnego drzewa w Meksyku). Jedyna droga, którą można się tutaj dostać to podróż łódką, po rzece Usumacinta, która stanowi naturalną granicę między Meksykiem a Gwatemalą (ok. 40 min.) lub… samolotem. Żadnej drogi lądowej tutaj nie ma, bo to środek puszczy. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się po drugiej stronie rzeki w wiosce indiańskiej w Gwatemali.

Najbardziej znanym kulturowym dziełem Azteków jest tzw. Kamień Słońca, czyli kalendarz aztecki, stanowiący syntezę wiedzy astronomicznej i matematycznej Azteków!

Najbardziej atrakcyjne i godne uwagi miejsca w Meksyku to:

Taxco – miasto srebra, gdzie znajduje się około 300 warsztatów jubilerskich. W drodze do Puebla, z dala na horyzoncie widniały 2 wulkany. Popocatepetl i Iztaccihuatl, oba na wysokości ponad 5000 m n.p.m., z których jeden był aktualnie czynny i wydobywały się z niego obłoki gazu, a średnica jego krateru wynosi ok. 2000 m.

Oaxaca (czyt. Łachaka) – prekolumbijska stolica Meksyku – Zapoteków, położona na ściętym wzgórzu Monte Alban – miasto świtu, wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Po drodze spotkaliśmy lasy ogromnych kaktusów, a także najszersze drzewo w Meksyku – Arbal de Tul o obwodzie 58 m i wysokości 42 m. Drzewo to ma ok.2000 lat. Największą piramidę Ameryki (wg niektórych źródeł: świata) widzieliśmy w Teotihuacan. Wielu z nas weszło na sam szczyt – 245 stopni, a jednym z pierwszych na szczycie był nasz ks. Jan.

Niezapomniane chwile i widoki pozostały w naszej pamięci po wycieczce łodzią w wąwozie kanionu Sumidero. Kanion długości około 28 km, maksymalna wysokość ścian około 1000 m, głębokość rzeki maksymalnie około 450 m. Po drodze spotkaliśmy ołtarzyk MB z Guadalupe wykuty w skale, w miejscu niedostępnym z lądu, do którego można się dostać tylko od strony wody po drabinie. Największą atrakcja były krokodyle – aligatory. Najpierw jeden, potem kilka, a jeszcze dalej całe stado, około 25-30 sztuk. Stada sępów, pelikany, jaszczury. Ciekawe spostrzeżenie odnośnie do wierzeń Indian. W zasadzie od przybycia Hiszpanów i objawienia się Matki Boskiej z Guadalupe w 1531 roku jest to wiara katolicka. Ale jak dziwna! Poznaliśmy ją bliżej po zwiedzeniu wioski indiańskiej San Juan Chamula i znajdującego się tam kościoła. Kościół jest, ale bez księdza, który jest potrzebny mieszkańcom tylko do chrztu. W kościele odbywały się jakieś rytualne obrzędy, ludzie palili świece, składali ofiary (widzieliśmy ofiary z kury) i zachowywali się, jakby byli pod wpływem narkotyków. W kościele tym znajdowały się figury świętych chrześcijańskich, krzyż z Chrystusem, Matka Boska z Guadalupe, a sam kościół był pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Kategorycznie nie było wolno robić zdjęć. Widok i przeżycia w tej świątyni niespotykane i niesamowite.

Wjeżdżamy w świat Majów – wschód półwyspu Jukatan.

Miasto Palenque – ośrodek, centrum Majów. Po drodze postój w Aqua Azul, gdzie znajduje się kilkanaście fantastycznych kaskad wodnych (wodospadów) otoczonych zielenią selwy. 

Zwiedzanie w strefie archeologicznej zagubionych w dżungli tropikalnej budowli stolicy starego państwa Majów. To, co zachowało się do czasów współczesnych, to zaledwie 10 % kompleksu tych budowli – reszta czeka na odkrycie.

Trudno wszystko, co jest interesujące opisać, ale zatrzymam się jeszcze na dwóch tematach.

Pierwszy to cenote – podziemny świat wodny, który pokrywa cały półwysep Jukatan. Są to jakby studnie i podziemne wody pod skałami. Woda słodka, krystalicznie czysta, możliwość kąpieli – niektórzy pielgrzymi z niej skorzystali. Ks. Jan nurkował i wydobył nawet monetę 10 peso.

Drugi temat to zwiedzanie największej jaskini w Meksyku, a drugiej na świecie, słynącej z pięknych stalaktytów i stalagmitów, w wyrzeźbionych przez wodę i czas pięknych komnatach w korycie podziemnej rzeki. Nad nami były skały do wysokości 250-300 m. Żeby tak uformować skały natura potrzebowała około 80 mln lat. Wiele fragmentów wyżłobionych skał było podobnych do ludzi, zwierząt. Mnie najbardziej zafascynowała postać Matki Boskiej, misia koala i twarz Jana Pwała II.

Program naszej pielgrzymki był tak ułożony, że był również czas na rekreację i wypoczynek. W piątym dniu pielgrzymki przyjechaliśmy do Acapulco. Podróż rozpoczęliśmy w Taco, około 2000 m n.p.m., a zakończyliśmy w Acapulco, 0 m n.p.m. Różnica poziomów odczuwalna przez organizm ludzki. Acapulco leży na południu Meksyku, nad Oceanem Spokojnym, w pięknej zatoce. Miejsce to spodobało się również Cortesowi, który zbudował tu port. Miasto 1,5 mln mieszkańców od lat 70. XX wieku nastawione głównie na turystykę jest obecnie turystyczną potęgą. Odbyliśmy rejs statkiem po zatoce. Acapulco od strony oceanu wygląda imponująco. Ciąg hoteli, które trudno zliczyć oraz posiadłości VIP-ów ze świata polityki, kultury, sportu i show biznesu. Różnorodność architektoniczna budowli posadowionych na skałach. Cały następny dzień przeznaczony na wypoczynek. Basen, plaża, opalanie się. Temperatura 32oC. Plaża ciekawa, szczególnie piasek. Żółty, gruboziarnisty, kłujący w stopy. Zupełnie inny niż na naszych polskich plażach. Będąc w wodzie poczuliśmy wielką siłę fal oceanicznych i to w obu kierunkach. Woda jest bardziej słona niż w naszym Bałtyku. W połowie pielgrzymki taki dzień był bardzo potrzebny.

Następnego dnia wypoczęci wyruszyliśmy w dalszą drogę. Drugi taki dzień relaksowy przypadł na koniec pielgrzymki, w piętnastym jej dniu. Przyjechaliśmy na Riviera Maya do Cancun, a zatrzymaliśmy się w hotelu Iberoster. Jest to jeden z kilkuset hoteli, które są usytuowane na wschodzie Meksyku na półwyspie Jukatan, w rejonie miasta Cancun, na długości 131 km wybrzeża od strony Morza Karaibskiego. Inwestycje w tym rejonie rozpoczęły się w 1970 roku, gdy okazało się, że ten teren jest najlepszym miejscem w Meksyku do założenia światowej klasy centrum turystyczno-wypoczynkowego. Centrum to zostało zbudowane od „zera” wraz z kompletną infrastrukturą, w której uwzględniono również mieszkania dla personelu pracującego w strefie hotelowej. Pierwsze hotele przyjęły gości w 1972 roku, a koniunktura budowlana trwa po dzień dzisiejszy. Struktura budowy tych kurortów-osiedli hoteli – jest taka, że każdy z tych ośrodków jest oddalony od siebie o kilka kilometrów, działki są wielkości kilkudziesięciu, a nawet kilkuset hektarów i na tym terenie są wybudowane hotele, domy-pensjonaty, baseny, tereny rekreacyjne, restauracje, a nawet kaplice. Każda z tych działek ma swój własny pas wybrzeża. Całość usług w takim ośrodku jest w trybie „all inclusive”, to znaczy, że wszystkie posiłki, napoje, imprezy rozrywkowe są wliczone w cenę usługi, czyli niepłatne. Całość wybudowana została na terenach bagnistych, co również we fragmentach zostało wkomponowane w całość obiektów. Kolor wody na Karaibach zupełnie inny niż w Bałtyku: piękny turkus, woda czysta i przejrzysta na głębokość kilku metrów, a plaża inna niż w Acapulco – piasek biały, miękki. I w takich warunkach wypoczywaliśmy na koniec pielgrzymki, po trudach 15 dniowego, często męczącego, ale przyjemnego zwiedzania.

Następnego dnia z Cancun samolotem z powrotem do Mexico City (około 1800 km). Znaleźliśmy jeszcze czas na pożegnanie się z Matką Boską z Guadalupe i po tym nasze grupy się rozstały. Grupa bielska wracała już do Polski, nasz powrót nastąpił następnego dnia. Jeszcze mieliśmy dość czasu, aby zwiedzić Mexico City, w tym Muzeum Antropologiczne oraz Stadion Olimpijski, gdzie w 1968 roku odbyły się XIX Letnie Igrzyska Olimpijskie.

I tak kończy się nasza pielgrzymka. Pielgrzymka, której trasa po Meksyku wyniosła około 4700 km, a doliczając odległości pokonane samolotem blisko 29700 km. Na lotnisko w Mexico City i lot do Londynu. Znowu przeszło 11 godzin w powietrzu. Przylot do Londynu i szok temperaturowy. Wylatując z Meksyku temperatura wynosiła około 25-30oC. W Londynie było -9oC. Różnica około 35oC. I do tego dużo śniegu. Kolejna aklimatyzacja czasowa: w Londynie 6, a w Szczecinie 7 godzin różnicy czasu. Mieliśmy obawy, czy wylecimy z Londynu ze względu na warunki atmosferyczne, gdyż pierwszą informacją na lotnisku w Londynie była o odwołaniu 20 lotów. My mieliśmy więcej szczęścia. Z 3 godzinnym opóźnieniem wylecieliśmy do Berlina, a stamtąd autobusem do Szczecina. Przed katedrą byliśmy 3 grudnia o 1.30.

Pielgrzymka oczekiwana przez kilka miesięcy dobiegła końca. Mój brat i ja jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego wyjazdu do Meksyku. Pod względem organizacyjnym, merytorycznym i programowym oceniam ją wysoko! Ale zdarzały się sytuacje obszaru stosunków międzyludzkich i konfliktowych, których w następnych wyjazdach należałoby unikać. I to zarówno takich, które leżą po stronie naszego przewodnika, jak również takich, które leżą po stronie niektórych pielgrzymów. Ironią losu jest to, że z punktu widzenia psychologicznego takie przypadki są zupełnie naturalne. W grupie ludzi przebywających ze sobą przez kilkanaście dni w określonych warunkach może dochodzić do różnych sytuacji wymagających wzajemnego zrozumienia. A jak je rozwiązywać, to już zależy od nas samych, uczestników grupowych wyjazdów.

Niezawodni byli nasi księża: ks. Jan, ks. Jerzy i ks. Marek, których delikatne, wyważone i mądre interwencje powodowały rozładowanie sytuacji, które mogłyby wywołać nieporozumienia i konflikty.

Na szczególna ocenę zasługuje ks. Jan. Poprzez modlitwę, Słowo Boże inspirował nas do głębokiego przeżywania tej pielgrzymki. To samo dotyczy zresztą ks. Jerzego i ks. Marka.

Ks. Jan był duszą towarzystwa, inicjatorem wielu wydarzeń integrujących nas i obie nasze grupy. Był inicjatorem zbiorowej gimnastyki, gdy czekaliśmy w jednej miejscowości na opóźnione śniadanie, jak również pokazów karate. Jeden z takich pokazów miał miejsce przy zwiedzaniu piramid, gdzie przypadkowymi obserwatorami byli Japończycy. Zatrzymali się zdziwieni, a potem długo bili brawo.

Najtrudniejsze było pożegnanie przed katedrą. Wszyscy zadowoleni i szczęśliwi. Pomimo siarczystego mrozu pożegnania były ciepłe, a nawet gorące. Nawiązały się nowe znajomości. I pojawiające się pytanie: gdzie i kiedy następnym razem?

 

Opracował i podzielił się wrażeniami i przeżyciami z pielgrzymki

Amadeusz Szejba 

ost. aktualizacja: 2014-05-06 20:14
Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Stanisława BM w Szczecinie
ul. Kolorowych Domów 2, 70-781 Szczecin, tel. , fax.
2013 © Wszelkie prawa zastrzeżone